|
Od 25 czerwca do końca września w Muzeum
Historii Przemysłu w Opatówku będzie eksponowana wystawa czasowa zatytułowana:
„Andrzej Niekrasz - rysunek, grafika”.
Prezentuje ona najnowsze prace znakomitego twórcy i zasłużonego pedagoga,
profesora Andrzeja Niekrasza.
Ten „krakowianin
z urodzenia, a kaliszanin z wyboru” urodził się w 1934 roku; studiował w
krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych pod kierunkiem profesorów Hanny
Rudzkiej-Cybis, Jonasza Sterna i Konrada Srzednickiego, uzyskując w 1959 r.
dyplom z wyróżnieniem na Wydziale Malarstwa. Jako pomysłodawca i współrealizator
idei utworzenia studiów dla nauczycieli wychowania plastycznego w Kaliszu, od
początku związany z kaliską filią Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. W
1990 otrzymał tytuł naukowy profesora. Wyróżniony tytułem “Kaliszanin Roku 1995”.
Prace prof. Andrzeja Niekrasza były
prezentowane na ponad trzydziestu wystawach indywidualnych i ponad 130
wystawach zbiorowych, krajowych i międzynarodowych, m.in. w Austrii, Bułgarii,
Francji, Hiszpanii, Niemczech, Rosji, Słowacji, Szwajcarii, USA, Włoszech i na Węgrzech.
Plastyk jest laureatem wielu nagród i wyróżnień, m.in. Ministra Kultury i
Sztuki w 1971 r. i 1989 r., Polskiego Komitetu Olimpijskiego w 1989 i 1992 r.,
Dorocznej Nagrody Miasta Kalisza za rok 1991, Indywidualnej Nagrody Wojewody
Kaliskiego za 1992 r. Prace artysty znajdują się w wielu zbiorach muzealnych w
kraju: Poznaniu, Jarocinie, Kaliszu, Lublinie, Olsztynie, Opolu, Warszawie,
Wrocławiu oraz za granicą: w Bolonii, Hamm, Lozannie, Madrycie (w posiadaniu
Javiera Solany), Monachium, Paryżu, Stuttgarcie, Rzymie i Toronto.
Na wystawie czasowej w muzeum w Opatówku
eksponowane są perfekcyjne warsztatowo, ewokujące poetyckie skojarzenia rysunki
i linoryty prof. Andrzeja Niekrasza, pochodzące z lat 1994-2009. Wszystkie są
pracami monochromatycznymi, a więc utrzymanymi we wszelkich możliwych
gradacjach bieli i czerni. Łączą elementy tzw. abstrakcji organicznej z
geometryczną, a podstawowym środkiem wyrazu artysty jest kreska, zadziwiająca
swą precyzją i celowością. Prace tworzą mniejsze i większe cykle, opatrzone
narracyjnymi, często bardzo lirycznymi tytułami, a pomimo pozornej
bezprzedmiotowości w kompozycjach tych znajduje się wiele znaków przywodzących
na myśl istoty ludzkie.
Ewa Andrzejewska
Wykorzystano
informacje biograficzne z artykułu T. Krokosa, Od
Akademii krakowskiej do J. Solany, „Kalisia nowa”, 2002.
|
Natasza Caban urodziła się 12-go
kwietnia 1977 roku w Słupsku. Od urodzenia mieszka w Ustce. Świadectwo
maturalne uzyskała kończąc I Społeczne Liceum Ogólnokształcące w Słupsku. Na
studia nie znalazła jeszcze czasu, gdyż zajęta była podróżowaniem po świecie i
zbieraniem żeglarskiego doświadczenia.
A wszystko zaczęło się jakby przypadkiem - jakiś obóz żeglarski, jakieś rejsy,
jakieś kursy i to jej wiecznie towarzyszące, zupełnie niewytłumaczalne
poczucie, że trzeba jej za horyzont...
Pierwszy raz próbowała zaciągnąć się na żaglowiec mając 17 lat. Autostopem,
zimą pojechała do Niemiec, ale tylko po to, by po raz pierwszy pożałować, że
urodziła się o jakieś 200 lat za późno - kiedy to na morzach królowały
herbaciane klipry - i na dodatek Bóg stworzył ja „tylko” kobietą, a kobiet w
załodze nie chciano.
Mieszkając w Paryżu i uczęszczając do szkoły
języka francuskiego postanowiła, że kiedyś będzie na tyle dobrą żeglarką, że
będą jej za to płacili. I długo nie musiała czekać. Pierwszą pracę jako załoga
dostała mając lat 19-ście, na słynnej regatowej łódce Kia Loa IV (Maxi 80).
Później poszło jak z płatka: przyszły kolejne jachty, ich dostawy, regaty i
pływanie w rożnych rejonach świata. Mil przybywało. Zdarzało się, że wylot na
jedne regaty przedłużył się nieco o kolejne, i o kolejne i powrót do kraju
zajął jej ponad dwa lata. To nauczyło ją, że nie należy patrzeć na rzeczy jako
na dobre albo złe, ale na takie jakimi są, i że jest jeden sposób na to by
żeglować - po prostu to robić!
Raz, podczas pobytu w domu, zobaczyła w
telewizji relację z akcji ratowniczej przeprowadzanej w regatach Sydnej–Hobart.
Wskazała na ekran palcem i powiedziała: ”tam właśnie powinnam być”. I za rok
tam była.
Wylądowała na Antypodach bez powrotnego biletu i
z dwunastoma dolarami w kieszeni. Nazajutrz miała pracę w klubie żeglarskim, a
już kolejnego dnia popłynęła w krótki rejs. Uważa, że wszystko to było możliwe
dzięki jej wierze w szanse, jaką daje świat odważnym, chęci nauki od
najlepszych i największej inwestycji - nauce języka obcego.
Zawsze było jej mało. W przerwach między
przemierzaniem wód znalazła czas na naukę w zawodzie takielarza i związaną z
tym pracę. Znalazła również czas na zdobycie prawa jazdy na ciężarówkę i
motocykl, paralotnię, konie, gitarę, nurkowanie i windsurfing, siatkówkę,
snowboard i tenis...
Twierdzi, że najniezwyklejszą rzeczą z jaką się
w życiu spotkała, jest siła marzeń (i podobno smakujący, zrobiony przez nią
posiłek).
Jej ulubionym miejscem (oprócz Oceanu) jest
Wyspa Wielkanocna, gdzie jest więcej koni aniżeli ludzi. Można tam usiąść przy
porośniętym winogronami kraterze i godzinami oglądać, jak dzikie stada
przybiegają do wodopoju. Są takie silne, piękne i wolne...
|
|
|